Co mamy zrobić ze zbrodniami na Wołyniu?

Dlaczego nacjonaliści w imię świetlanego celu mogą zabijać Ukraińców, a komuniści w imię świetlanego celu - zabijać ich nie mogą? - zastanawia się ukraiński geograf - Paweł Zubjuk.

Więc zacznę od niepopularnych w nacjonalistycznych (narodowo-demokratycznych, patriotycznych itd.) środowiskach tezy: OUN-UPA popełniła zbrodnie przeciwko ludności cywilnej.

Dotyczy to zarówno zabójstw na tle etnicznym jak i ideologicznym: ofiarami OUN i UPA były tysiące Polaków i etniczni Ukraińcy, których poglądy zostały uznane przez odpowiednie banderowskie „organy” za wrogie. Tych faktów żaden z naszych historyków nie neguje, po prostu starają się oni w jakikolwiek sposób usprawiedliwić te zbrodnie.

Usprawiedliwianie opiera się głównie na prawie narodu ukraińskiego do walki wyzwoleńczej. Sprawia się wrażenie, że dawno temu na terenach Galicji i Wołynia żyli wyłącznie etniczni Ukraińcy, którzy mieli własne państwo, a potem nadeszli polscy najeźdźcy, którzy zniszczyli ukraińską państwowość i przez długi czas wyzyskiwali Ukraińców. Następnie Ukraińcy zbuntowali się i przepędzili okupantów z powrotem do Polski.

W rzeczywistości, wszystko było o wiele bardziej złożone i mniej jednoznaczne. Za czasów Rusi było mało prawdopodobne, aby lokalne plemiona czuły się „Polakami” czy "Ukraińcami" - jakieś podziały pojawiły się dopiero po nadejściu chrześcijaństwa, podczas licznych konfliktów pomiędzy Polska i Rusią, podczas katolickiego i prawosławnego o­pa­no­wy­wa­nia ziem dawniej pogańskich.

I Polacy (katolicy) pojawili się na terytorium współczesnej Ukrainy niewiele później niż Ukraińcy (prawosławni).

Dlatego traktowanie Polaków wyłącznie jako takich sobie kolonistów - cudzoziemców jest delikatnie mówiąc, niewłaściwe. Oczywiście, był polski kolonializm - ale nie różniący się bardzo od kolonializmu Ukraińców, którzy opanowywali dawne stepy tatarskie.

Niewielu z patriotów ukraińskich zgodzi się, że walka narodowo - wyzwoleńcza Tatarów może logicznie zakładać eksterminację wsi ukraińskich w Tawrii pod hasłem "zabierajcie się do swojej Ukrainy", prawda?

Jakakolwiek wojna - czy to "narodowo - wyzwoleńcza„ jak i ”im­pe­ria­lis­tycz­na" - ma pewne ograniczenia, poza którymi - bez względu na szlachetność celu - działania wojskowe stają się zbrodniami.

Sowiecki partyzant Wasyl Kononow ze swoim oddziałem zabił dziewięciu mieszkańców wioski Małe Baty na Łotwie, za co został uznany przez sąd łotewski za zbrodniarza wojennego. Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał ten wyrok za sprawiedliwy - mimo, że niektórzy z zamordowanych mieszkańców wsi współpracowali z okupacyjną policją.

Jak w świetle takiego wyroku można ocenić niszczenie przez banderowców polskich wsi z powodu obwiniania o „pragnienie odbudowy przedwojennej Polski”? Logika prosta: po pierwsze jeśli to Polacy - to znaczy, że chcą tutaj Polski, a skoro chcą Polski - to trzeba ich zlikwidować.

Cóż tu można powiedzieć: Kononow jest tylko zwykłym amatorem w porównaniu z niektórymi z dowódcami UPA, którzy pisali w raportach zupełnie otwarcie: "Po przeprowadzeniu czystki Polaków w terenie rzadko można spotkać jakiegoś Laszka„ lub ”Zabito ponad 180 Lachów, poraniono około 200, reszta spaliła się w ogniu. Wieś spalono w 80%. przetrwały tylko domy murowane i Kościół".

Istnieje nawet instrukcja Centralnego Prowydu na temat likwidacji wszystkich dorosłych mężczyzn Polaków:

"Biorąc pod uwagę oficjalne stanowisko polskiego rządu w sprawie współpracy z Sowietami, Polacy z naszego kraju powinni zostać usunięci. Proszę rozumieć to tak: nakazać ludności polskiej wysiedlenie na ziemie rdzennie polskie. Jeśli ona tego nie wykona, należy wysłać bojówki, które będą likwidować mężczyzn, a domy i mienie palić (rozbierać)."

Tak więc w rzeczywistości Polacy zostali uznani za zakładników polityki rządu państwa, które istniało około 20 lat - nie zważając na fakt, że większość z nich mieszkała w Galicji i na Wołyniu od wielu pokoleń, na długo przed powstaniem tego państwa.

Przypominam, że zabójstwo mężczyzn ze względu na pochodzenie etniczne w bośniackiej Srebrenicy zostało uznane na arenie międzynarodowej za ludobójstwo. Przejdźmy do represji wobec etnicznych Ukraińców. Jak wiadomo, podczas niesławnej pacyfikacji w 1930 roku zabito kilkunastu Ukraińców, przy czym niektórzy z nich byli członkami OUN i wystąpili przeciwko pacyfikatorom z bronią w ręku.

Porównajmy te liczby ofiar ze wspomnieniami Danyły Shumuka, a konkretnie z jego rozmową z rejonowym referentem SB OUN „Czumakiem”.

"- (...) Oto co mnie interesuje. Wczoraj byłem za rzeczką, ot na tamtych chutorach - pokazałem głową w kierunku chutorów - tam dowiedziałem się strasznych rzeczy. W tej wsi 16 rodzin całkowicie zniknęło, ze starcami i z dziećmi. Chciałbym wiedzieć, dlaczego i w imię czego takie niewypowiedziane okropności są popełniane?

- Jestem zaskoczony, że Wy z takimi pytaniami przyszliście do mnie. Wy przecież spotykacie się czasami nawet z naszymi największymi zwierzchnikami, więc ich pytajcie - odpowiedział Czumak.

- To "najwyższe" dowództwo nie rozkazywało Wam zlikwidować tych 16 rodzin, to już wasza bezpośrednia robota.

- Ja tylko wykonuję rozkazy i to wszystko! Zrozumiano?

- Wy rozstrzygacie losy ludzi - czy mają żyć czy umrzeć i kto dokładnie. Wy zabijacie dzieci. Czy Wy rozumiecie, co to znaczy zabijać dzieci? - powiedziałem z oburzeniem, i nie żegnając się, wyszedłem."

Tak oto, tylko w jednej wsi zlikwidowano 16 rodzin - co najmniej trzy razy więcej Ukraińców niż zginęło z rąk polskich pacyfikatorów w 1930 roku w całej Galicji i na Wołyniu. Co było przyczyną wymordowania całych rodzin? O tym poniżej.

"Opowiedziałem im obydwóm wszystko od początku. O tym, że zlikwidowano 16 rodzin bez sądu i dochodzenia, wraz z małymi dziećmi, i o swojej rozmowie z rejonowym referentem Bezpieczeństwa - Czumakiem. Mytła chmurzył się cały czas i wyłamywał palce, aż trzeszczały. Kryłacz także słuchał mnie z jawną niechęcią.

- Sowieci niebawem zagarną cały Wołyń, więc - jakbyście chcieli, żebyśmy im zostawili gotową siatkę agenturalną?

- Dopóki jest to możliwe, powinniśmy wyrywać z korzeniami wszystko to, co może umacniać władzę sowiecką - powiedział Mytła."

Oczywiście, można założyć, że Szumuk kłamie i że nic takiego nie miało miejsca.

Jednak represje wobec inaczej myślących ("odstępców„ ”wykrywano" w marszu, nawet nie przy udziale osławionych „trójek”, lecz robili to indywidualnie lokalni referenci SB) ukryć trudno: można je zobaczyć i w raportach SB, i we wspomnieniach mieszkańców wsi.

Nic dziwnego, że w wielu wsiach na Wołyniu (w Galicji nie widziałem, więc nie twierdzę) stoją dobrze utrzymane pomniki ofiar nacjonalistów.

I znowu: porównajmy 16 rodzin z „sukcesem” czerwonego partyzanta Kononowa, który zamordował „tylko” dziewięciu wieśniaków.

Dlatego zdecydowanie nie uda się zrzucić wszystkiego wyłącznie na „niektóre ekscesy” walki wyzwoleńczej i „prowokacje przebranych eNKaWuDzistów”. Zbrodnicze rozkazy kierownictwa OUN-UPA - to fakt, zbrodnicze działania jednostek bojowych - to też fakt. Powstaje pytanie, jak się do tego ustosunkować.

Można spróbować przekonać Europę i wschód Ukrainy, że banderowska frakcja OUN była tak wspaniała, że miała prawo do eksterminacji mieszkańców Ukrainy według własnego uznania w imię wolności narodu ukraińskiego.

Tyle że trudno wytłumaczyć w sposób logiczny, kto dał to prawo jednej z frakcji, w jednej z organizacji. I dlaczego nacjonaliści w imię świetlanego celu mogą zabijać Ukraińców, a komuniści w imię świetlanego celu - zabijać ich nie mogą.

Nowoczesna Europa nie ma jednej interpretacji historii: na te same wydarzenia Francuzi i Brytyjczycy mogą mieć różne poglądy.

Jednak pojęcie zbrodni - zwłaszcza w XX wieku - jest określone w sposób jednoznaczny. Wątpliwe więc, czy komukolwiek uda się przekonać Europejczyków, że ukraińscy nacjonaliści mają specjalny system wartości, który w cudowny sposób odpuszcza im zbrodnie popełnione dla szczytnego celu niezależnej zjednoczonej państwowości. Trudno jest przekonać do czegoś podobnego i Ukraińców na Wschodzie - zwłaszcza ze względu na informacyjny wpływ Moskwy.

Jestem zdecydowanym przeciwnikiem samoponiżania się w imię „integracji” lub "jedności Ukrainy" - ale w tej sytuacji samoponiżaniem się jak raz nie jest potwierdzenie oczywistości, lecz maniakalne trwanie przy "jasnym i doskonałym„ obrazie ”narodowo - wyzwoleńczej walki OUNUPA" - wbrew ogólnie znanym i powszechnie dostępnym faktom.

Nadszedł czas, aby przekroczyć granicę, która oddziela piękną propagandową bajkę od surowej, ale realnej prawdy historycznej. I przekraczanie tej granicy - to pierwszy krok do wyjścia z beznadziejnej „nacjonalistycznej” marginalizacji.

Paweł Zubjuk
tłumaczył Wiesław Tokarczuk


Zaloguj się, by mieć dostęp do większej ilości opcji.
Użytkownicy on-line: