Informacja Andrzeja Zapałowskiego - posła Ziemi Przemyskiej wygłoszona na XX Zjeździe Żołnierzy 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej dnia 2 września 2000 roku w Warszawie.

Mówiąc o problemie ukraińskim, uważam, że w wygłoszonym na Zjeździe odczycie o przynależności Polski do NATO, mój poprzednik, prof. Pawłowski jako prelegent stwierdził jakoby Polsce nie groził konflikt zbrojny. Jest to prawda. Ale zwracam uwagę na problem, stwarzany na przyszłość przez politykę Państwa Polskiego w stosunku do pewnych wydarzeń w Przemyślu, jak też na politykę Państwa Ukraińskiego w stosunku do tego regionu. Dlaczego? Ponieważ ten region w perspektywie czasowej może stworzyć bardzo poważny problem jeżeli będzie temu sprzyjała atmosfera międzynarodowa, zwłaszcza wielka niewiadoma w postaci rozwoju sytuacji społeczno - politycznej na wschód od Polski.

I dalej Poseł uzasadnia swoje obawy:

Pragnę naświetlić parę kwestii dotyczących Przemyśla:

W koncepcji działaczy Związku Ukraińców w Polsce, jak też działaczy nacjonalistycznych zwłaszcza na tzw. „Zachodniej Ukrainie" oraz wśród emigracji zachodniej. Przemyśl stał się swoistą Mekką, gdzie teza - przemyskie - to ziemia ukraińska anektowana przez Państwo Polskie, nie jest tylko sloganem, ale przekształca się w rzeczywistość. Przez ostatnie 10 lat kolejne rządy z dziwnym niezrozumieniem traktowały Przemyśl jak podarunek dla wspomnianych środowisk, przemykając oczy na pewne wydarzenia w kontekście bardzo potrzebnej współpracy polsko-ukraińskiej na płaszczyźnie międzypaństwowej. A w Przemyślu dochodzi do powstawania pewnych faktów, które będą miały znaczenie zwłaszcza w wymiarze wieloletnim. I tak po kolei:

Przejdźmy do stanu własnościowego. W Przemyślu mniejszość ukraińska, którą oficjalnie reprezentuje Związek Ukraińców w Polsce i Cerkiew Bizantyjsko-Ukraińska od początku lat 90-tych zaczęła upominać się o zwrot majątku, który tylko częściowo był ich własnością przed wojną. Są w nim obiekty, które rzeczywiście należały do mniejszości ukraińskiej, ale są i takie, które były tylko przez nią użytkowane. Oto przykłady:

Kościół 00. Karmelitów 200 lat temu po kasacie zakonu przez cesarza Józefa II, władze zaborcy przyznały greko - katolikom, którzy w II połowie XIX wieku zburzyli sygnaturkę i postawili drewnianą kopułę. W 1945 roku - po kasacie Kościoła greko-katolickiego - kościół powrócił do Karmelitów, a klasztor był użytkowany przez różne instytucje państwowe. W 1990 roku arcybiskup Tokarczuk zaproponował, aby na drodze pojednania, w centrum Przemyśla wspólnie wybudować katedrę greko-katolicką obok wieży, która pozostała po rozpoczętej w XVIII wieku budowie katedry unickiej. Na to nie było jednak zgody strony ukraińskiej - żądano kościoła. Proszę zrozumieć postawę społeczeństwa rzymskokatolickiego. Jeżeli ten kościół został zabrany, a potem powrócił do 00. Karmelitów po 200 latach - nie mogło być zgody na jego oddanie, I rozpoczął się konflikt. Greko-katolicy w 1993 roku otrzymali - od Ojca Świętego - bliżej położony, dużo większy kościół 00. Jezuitów, który zamieniono na katedrę greko-katolicką. Nie licząc się z żadnymi elementami zabytkowymi - skuto wszystkie napisy łacińskie, pamiątkowe epitafia fundatorów kościoła, przerobiono cały kościół wbrew protestom konserwatorów. Poza tym zwrócono dawną cerkiew Bazylianom. Jednocześnie dużym nakładem kosztów polskie władze adoptowały byłą łaźnię na nowe archiwum i przywróciły cerkiew do stanu pierwotnego. Ten obiekt był własnością Bazylianów, co nie podlegało żadnym wątpliwościom. Ale następne wystąpienia Związku Ukraińców w Polsce o zwrot dużej ilości obiektów na terenie Przemyśla i okolic, w moim rozumieniu, doszły do szczytu bezczelności. Proszę zwrócić uwagę /materiały Wojewody z roku 1995/: budynek starostwa, dawny klasztor dominikański z XVIII wieku, skasowany przez cesarza - przez krótki okres był użytkowany przez biskupa greko-katolickiego. Później było tam więzienie oraz inni użytkownicy. Teraz Ukraińcy dopominają się o ten budynek leżący w centrum Przemyśla, roszcząc sobie prawo własności dlatego, że mieszkał tam przez lat kilkanaście biskup.

Następna kwestia: pod koniec XVIII wieku z kasaty w 80-90% - jak oceniają historycy - kościołów rzymsko -katolickich powstał tzw. fundusz religijny. Część pieniędzy z tego funduszu przekazywano na potrzeby finansowe różnych obrządków religijnych, m.in.: za te pieniądze zakupiono budynek - pałac dla biskupa greko-katolickiego, seminarium greko-katolickie i jeszcze parę innych obiektów. Jednak nigdy budynek obecnego Muzeum Ziemi Przemyskiej nie był własnością kościoła greko-katolickiego. Również w okresie międzywojennym toczył się proces o zwrot, który nigdy nie został wygrany przez greko-katolików. Państwo Polskie przed kilku laty przekazało seminarium greko-katolickie na hektarowej działce w centrum miasta, stan własności był identyczny jak wspomnianego Muzeum Narodowego. Jest to obiekt zabytkowy wielkości dwóch pałaców naszych biskupów, w którym znajdowało się liceum. Państwo Polskie sfinalizowało budowę nowego gmachu dla liceum ogólnokształcącego, aby budynek byłego seminarium przekazać greko-katolikom. I oto podnosi publicznie głos arcybiskup greko-katolicki, iż jest bezdomny i nie ma gdzie mieszkać, ponieważ Muzeum Narodowe Ziemi Przemyskiej mieści się w jego pałacu. Dlaczego więc biskup nie przeprowadzi się do pałacu byłego seminarium, w którym zagospodarowano nie więcej jak jedno skrzydło, a w pozostałej części mieszczą się hurtownie, różne firmy, bo nie ma kto tych powierzchni użytkować.

Parę miesięcy temu środowisko ukraińskie przeforsowało w Komisji Majątkowej decyzję, iż muzeum zostanie przeniesione. Należy tu podkreślić, iż jest to jedyne muzeum województwa podkarpackiego, mające rangę muzeum narodowego. Ma się ono wyprowadzić w ciągu 5 lat z zajmowanego budynku Do dzisiaj nie jest wiadomo, co się stanie z ponad 100 tysiącami eksponatów. Weźmy też pod uwagę, że na terenie byłego województwa przemyskiego greko-katolicy otrzymali już ponad 600 hektarów ziemi tuż przy granicy z Ukrainą w formie rekompensaty za przejęcie przez państwo po drugiej wojnie światowej nieruchomości. Wiele innych obiektów jest w trakcie zwracania.

Jestem w sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą. Przez ostatni rok spędziłem na Wschodzie półtora miesiąca. W oparciu o swoje spostrzeżenia i relacje Polaków tam mieszkających mogę stwierdzić, iż sytuacja Polaków najgorzej wygląda na Ukrainie. Litwa, Łotwa, Estonia, nawet Białoruś pod rządami Łukaszenki ma się dużo lepiej - wybudowaliśmy tam 16 Domów Polskich i kilka szkół. Na Ukrainie dopiero parę miesięcy temu udało się zbudować zaledwie pierwszy Dom Polski. Na terenie Lwowa polski arcybiskup mieszka w małym domku. Nie zwrócono praktycznie w samym Lwowie żadnego kościoła, te co są, były za czasów sowieckich. W Tarnopolu nie zwrócono ani jednego kościoła. Pozwracano jedynie część kościołów na prowincji, w mniejszych miejscowościach. Masowo, wbrew jakimkolwiek porozumieniom, przerobiono kilkadziesiąt kościołów budując kopuły bizantyjskie. Praktycznie Polacy w państwie ukraińskim pozbawieni są bazy lokalowej. Nie zwraca się nic. 3 lata temu staraliśmy się o pusty budynek „Sokoła", który był wybudowany przed wojną ze składek osób indywidualnych, na co posiadają dokumenty osoby prywatne mieszkające w Drohobyczu. Władze Drohobycza zapewniały przewodniczącego Sejmowej Komisji, że budynek zostanie zwrócony. Mimo, że stan własnościowy jest jednoznaczny, na co są dowody, w przeciwieństwie do roszczeń wysuwanych w Przemyślu, w ciągu roku budynek przekazano greko-katolikom. Trzeba znać specyfikę Przemyśla, żeby wiedzieć, o co się tu sprawa rozgrywa.

Drugi problem, to polskie szkolnictwo w państwie ukraińskim. We Lwowie są dwie szkoły, które jeszcze istniały w czasie rządów Związku Sowieckiego oraz jedna nowo powstała w Żytomierzu. Reszta to są szkółki sobotnio - niedzielne. Na Ukrainie mieszka według oficjalnych spisów sprzed 10 lat - 300 tysięcy Polaków, a według informacji nieoficjalnych, potwierdzonych przez polskie placówki dyplomatyczne przede wszystkim na centralnej Ukrainie - ponad milion. Ale nawet na te oficjalne 300 tysięcy Polaków 3 szkoły to stanowczo za mało.

Proszę tylko porównać: Od paru lat trwa postępowanie, w którym staramy się o budowę szkół w Mościskach i w Gródku Podolskim - mieście 30 tysięcznym, zamieszkałym w 60% przez Polaków. W Mościskach „Wspólnota Polska" wykupiła teren po byłych koszarach, aby adoptować je na szkołę, gdyż nie dostała działki pod jej budowę. Można mówić o jakichś nieskoordynowanych działaniach utrudniających rozwój polskiego szkolnictwa na Ukrainie. Tymczasem na ścianie Szkoły Nr 10 we Lwowie parę miesięcy temu odsłonięte tablicę upamiętniającą Szuchewycza. Na terenie wspomnianych koszar obok budynków pod adaptację na polską szkołę w Mościskach postawiono wielki krzyż z napisem upamiętniającym Ukraińców mordowanych w czasie "Akcji Wisła". Sytuacja ta wpływa na nastroje w Przemyślu.

A oto jak przebiegała wizyta polskich posłów z Sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą u mera Lwowa Kujbidy. Wszyscy -niezależnie od orientacji politycznej - ocenili zachowanie mera: "cynizm do bólu"! Potraktował nas po prostu w sposób ośmieszający. A jak to wygląda w Polsce? Kujbida jest przyjmowany przez Prezydenta, przez Marszałka Sejmu. I żadnej poprawy nie ma.

Kwestia Birczy: nie było sprzeciwu dla ekshumacji szczątków upowców i przeniesieniu ich na cmentarz. Rzecz w tym, że Ukraińcy żądali powiększenia cmentarza Strzelców Siczowych /z lat 1919-20/ o 1 hektar, aby tam urządzić nekropolię /na miarę Lwowa/ dla upowców. Wokół Przemyśla powstało kilkanaście nielegalnych pomników upowskich. Kilkakrotne wystąpienia o ich usunięcie nie odnoszą skutku. Kompletna niemoc administracji !

Ostatnie wydarzenia w Przemyślu, o których pisała "Myśl Polska", to pogrzeb w Pikulicach ekshumowanych w Birczy szczątków upowców i wystąpienie ks. mitrata Dziubiny w tonie wyjątkowo szowinistycznym. Zawiadomiłem o tej sprawie Ministra Spraw Wewnętrznych, Premiera i Prymasa Glempa. Dostałem mało zadawalającą odpowiedź, że podjęto w tej spawie podobno ostre kroki.

Dochodzi do takiej sytuacji, że ukraiński organ "Nasze Słowo" finansowany przez polskie Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego w każdym numerze gloryfikuje UPA, a nasz rząd za to płaci. Pytanie - jak daleko posunie się tolerancja w Polsce ! Jeżeli rząd polski utrzymuje pismo i dziennikarzy zatrudnionych na etacie, którzy w relacji z Birczy piszą "... każdy czuje się świadkiem historycznych chwil, odczuwając pewien ból i skromną radość, że w ukraińskiej ziemi spoczęli ci, którzy byli solą tej ziemi". Przeczytam jeszcze jeden fragment relacji - z polskiej gazety - tego samego redaktora Huka o ks. Dziubinie: "A więc myślę sobie, że ksiądz ten rację posiada... i bardzo mnie to cieszy". Zdarza się w Przemyślu, że osoby, które oprowadzają turystów mówią, że "tutaj jest ziemia ukraińska i że Polacy tu mieszkają". Dlaczego mamy to tolerować?

Bardzo dobrze, że rozwija się współpraca polsko-ukraińska; dobrze, że wyjaśnia się przeszłość; ale jest także doraźna polityka Państwa Polskiego w stosunku do swoich obywateli. Nie można krzywdzić nas, mieszkańców Przemyśla, tak doświadczonych przez historię, próbując pognębić nas przez fakt tolerowania rewizjonistycznych wypowiedzi działaczy ukraińskich finansowanych przez nasz rząd. Nie chodzi o to, aby pogarszać stosunki z Ukraińcami. Trzeba zrozumieć, że istnieje po prostu samoobrona ludności przed takimi działaniami. A z drugiej strony - Polacy przyjeżdżają z tamtych terenów i mówią o swojej krzywdzie.

Jest bardzo niedobrze, że oddaje się majątek bez żadnej wzajemności. Każdy obywatel Polski ma takie same prawa, niezależnie od przynależności narodowej. Jeżeli się daje przywileje jakiejś mniejszości, to powinna być międzynarodowa zasada wzajemności. Zwroty tu, zwroty tam. Jeżeli dziecko mniejszości ukraińskiej w Polsce ma o 20% zwiększoną subwencję, podręczniki za darmo i klasy ukraińskie, które mogą powstawać gdy liczą 7 uczniów, to dlaczego tam nie mogą w ogóle istnieć polskie szkoły? To są pytania, które my sobie zadajemy.

Jeżeli we Lwowie bezcześci się polskie pomniki, dlaczego władze polskie tolerują pomniki nielegalnie postawione upowcom ? Dlaczego MSZ nie reaguje na akty wmurowania tablic, o których mówiłem. O. Przeor Karmelitów Bosych miesiąc temu z tablicy ku czci Polaków pomordowanych przez bandy UPA, o której było tak głośno, usunął tryzuba. Bo chciał, aby nie powtarzano zarzutu, że Karmelici poniżają godło Ukrainy. Z naszej strony jest wiele działań mających na celu normalizację stosunków. Ale jednocześnie rząd polski nie reaguje, gdy Związek Ukraińców w Polsce w swoim organie pozwala sobie na twierdzenie, że jest część Polski, która nie jest ziemią polską - tylko ukraińską.

Andrzej Zapałowski


Pytania do posła i jego odpowiedzi:

Pytanie: Sejm jest władzą, która rozlicza wszystkie instytucje w Polsce. Dlaczego zezwala się na pisanie antypolskich treści w ukraińskim piśmie finansowanym przez rząd polski?

Odpowiedź: Grupa polskich posłów z Komisji Łączności z Polkami za Granicą stara się rozpowszechnić wśród innych komisji materiały na tematy tu poruszane m.in.: kazanie ks. Dziubiny. Staraliśmy się, aby w Sejmie nie była podjęta uchwała o potępieniu akcji Wisła. Ale w tym Sejmie nie uda się zmienić polityki.

Prof. Bakuniak: Szczegółowych pytań było b. dużo. Ale skupmy się na tym, co jest najważniejsze. Dlaczego wszystkie starania środowisk kresowych idą w próżnię? Dlaczego nikt nie zwraca uwagi, że narastają konflikty, które mogą w przyszłości zagrozić całości Państwa? l co się dzieje w Polsce, że prasa i media nie chcą nas wspierać. „Gazeta Wyborcza" po dłuższych sporach udostępniła swoje łamy dla dyskusji na tematy polsko-ukraińskie, ale była ona tak źle prowadzona, tak przykra dla nas, tak były pokazywane racje drugiej strony, że z tej dyskusji prawie nic nie wyszło. Gdzie jest interes Polski?

Poseł Zapałowski: Postaram się krótko opowiedzieć. W pierwszym rządzie Mazowieckiego w Ministerstwie Kultury złą robotę zrobił wiceminister Jagiełło. Administracja rządowa bała się podejmować stanowcze działania, I nadal tak jest. Ostatnio odbyła się uroczystość w Birczy pod pomnikiem żołnierzy WP, Straży Granicznej i Milicji, którzy zginęli w obronie ludności polskiej podczas trzech ataków UPA na Birczę. I na uroczystości nie było kompanii honorowej WP. Na moje zapytanie poselskie skierowane do MON otrzymałem odpowiedź, że wicewojewoda wydał opinię negatywną co do jej obecności. Jest to przykład jaką politykę prowadzi się kosztem Przemyśla i Polski. I to się naprawdę zemści. I tu prośba do Was Państwo, aby przebijać się w mediach z informacjami w obronie praw i racji polskich, ponieważ jeden poseł nie jest w stanie niczego zmienić. A Państwo możecie poprzez różne działania i naciski nam pomagać, bo za Wami stoi legenda, historia, autorytet -Wasze słowo coś znaczy.

Pyta Andrzej Żupański: Jak Pan szacuje ukraińską mniejszość narodową w Polsce i polską na Ukrainie?

Poseł Zapałowski: Spis oficjalny sprzed 10 lat na Ukrainie wykazuje liczbę 300 tysięcy ludności polskiej; księża i misjonarze twierdzą, że liczba osób pochodzenia polskiego to milion - do 1,5 miliona osób. Teraz np. na Krymie jest ok. 100 tysięcy osób pochodzenia polskiego, ale najwięcej Polaków jest za Kijowem, najmniej na tzw. Zachodniej Ukrainie. W okolicach Charkowa jest duże skupisko polskiej inteligencji. Stowarzyszenie Lekarzy Polskich na Ukrainie liczy około 1000 osób. W Polsce wiernych obrządku greckokatolickiego szacuje się na 70 tysięcy, w Przemyślu jest około 3000 greko-katolików. Ale mają taki zasób infrastruktury, jakby ich było co najmniej 30-40 tysięcy. Od kilkunastu lat trwa proces ściągania i osadzania w Przemyślu działaczy ukraińskich z całej Polski. Proces ten jest wspierany i finansowany przez zachodnią diasporę.

Pytanie: ile mieszkańców liczy Przemyśl? Ile jest w tym Ukraińców?

Odpowiedź: 70 000, w tym 3000 Ukraińców.

Przewodniczący Andrzej Żupański: Spoglądając z Warszawy, żądania Ukraińców w Przemyślu wydają się kpiną. Jednak z rozwoju wydarzeń, o których mówi p. Poseł wynika, że ludność polska czuje się zagrożona.

Poseł Zapałowski: Minister Onyszkiewicz podjął decyzję o likwidacji 14 Brygady Pancernej - zakładał, że w Przemyślu nie będzie wojska. Dla Przemyślan ta Brygada miała rangę symbolu. Ale nie można tu mówić o spisku, a raczej o indolencji władz.

Przewodniczący Andrzej Żupański: Sejm, Senat i władze państwowe odwróciły się plecami od problemu rzezi na Kresach Polski dokonanej przez UPA na ludności polskiej. Państwo Polskie nie chce się tym zająć, ani żadna partia polityczna. Państwo Polskie nie chce ujawnienia tej trzeciej co do liczebności zbrodni ludobójstwa na Polakach.

Pan Poseł większy nacisk kładzie na teraźniejszość. My też, ale poprzez przeszłość. Jeżeli się Ukraińcom udowodni i powie wyraźnie: wymordowaliście 100 tysięcy Polaków, to Ukraińcy powiedzą - a wyście wysiedlili na zachód 150 tysięcy ludności ukraińskiej i w ten sposób, jak to oni określają, dokonaliście czystki etnicznej. Dopóki Polska nie wystąpi w sprawie zasadniczej, wszystko można jej zarzucać.

Poseł Zapałowski: Jeżeli w "Naszym Słowie" co tydzień pisze się o krzywdzie Ukraińców, to coś z tego zostaje w opinii publicznej. Dlatego o tragedii polskich Kresów trzeba systematycznie - raz lub dwa razy na tydzień pisać w "Myśli Polskiej" i "Naszym Dzienniku" - żądać ujawnienia prawdy i ten wątek tematyczny powinien być kontynuowany przez dłuższy czas.


Pan Andrzej Zapałowski jest z wykształcenia historykiem, a także absolwentem Akademii Obrony Narodowej - Wydziału Strategiczno-Obronnego i specjalizuje się w problemach wojskowych.

Wicewojewoda w Rzeszowie, woj. podkarpackiego pan Marek Kuchciński, narodowości ukraińskiej, protegowany Unii Wolności, znany ze swych sympatii banderowsko-upowskich. Szczególną aktywność wykazał w załatwianiu pochówku na cmentarzu wojennym strzelców siczowych w Przemyślu dla ludobójców z UPA zabitych podczas napadu na Birczę.

Zaloguj się, by mieć dostęp do większej ilości opcji.
Użytkownicy on-line: