1297
1187
968
Jerzy Diatłowicki

Żydowski socjolog, dziennikarz telewizyjny. Twórca cyklicznego programu “Rzeczpospolita druga i pół”, wyspecjalizowanego w konsekwentnym wybielaniu postaci z komunistycznego PRL-u od Rakowskiego aż po Szyra.

Jerzy Diatłowicki
Jerzy Diatłowicki

W 1991 roku w kilka miesięcy po ucieczce z Polski do Izraela ży­dow­skich hoch­sztap­le­rów Bo­gu­sła­wa Bag­si­ka i An­drze­ja Gą­sio­row­skie­go wraz z pie­niędz­mi u­kra­dzio­ny­mi Pol­sce, Diat­ło­wi­cki o­pub­li­ko­wał pa­ne­gi­rycz­ną ksią­żkę o tych pa­nach i ich u­mie­jęt­noś­ciach fi­nan­so­wych (por. Bag­sik and Gą­sio­row­ski. Jak u­krad­liś­my księ­życ. Jerzy Diatłowicki rozmawia z Bogusławem Bagsikiem, Andrzejem Gąsiorowskim i innymi, Tel Aviv 16 sierpnia-1 września 1991 r., Wrocław 1991). Zbiegli żydowscy oszuści prezentowali w książce Diatłowickiego ogromny zestaw pogardliwych określeń o Polsce i Polakach. Na s. 112 np. Bagsik twierdził, że: Polska nie dorosła do demokracji i należy wziąć Polaków za mordę. Ten sam Bagsik ostro atakował Kościół katolicki i wybielał SdRP. Najskrajniejsze były jednak zamieszczone bez komentarza uwagi izraelskiego wspólnika Bagsika i Gąsiorowskiego Meira Bara: Polacy są to dzisiaj najgorsi ludzie na świecie (...) do takiego skurwysyństwa nie przyjadę. Jak będę widział Polaka, a Polak będzie zdychał na ulicy, nawet mu ręki nie podam, żeby więcej pomóc. Nie przyjadę do Polski; bye, bye (por. s. 45 cytowanej książki).

Diatłowicki odegrał znaczącą rolę w nagonce na Wojciecha Cejrowskiego. Już w inaugurującym nagonkę artykule Anny Bikont (“Gazeta Wyborcza” z 4-5 marca 1995) oskarżył Cejrowskiego, mówiąc, że telewizja nadaje program faszystowski. Złożył w sądzie pozew przeciw Cejrowskiemu, oskarżając go o przestępstwo zawarte w paragrafie o nawoływaniu do waśni na tle narodowym, religijnym lub rasowym. Z kolei Cejrowski złożył w sądzie pozew przeciw Diatłowickiemu o zniesławienie. Postawę Diatłowickiego dobrze ilustrowało wyrażone przez niego w rozmowie z redaktorem “Życia Warszawy” (nr z 18-19 marca 1995) domniemanie nt. Cejrowskiego: Warto sprawdzić, kim są jego mocodawcy. Słyszałem, że przychodzą tam do studia jacyś księża w charakterze “opiekunów”. W “Gazecie Wyborczej” z 7-8 września 1996 r. Diatłowicki wystąpił ze skrajnym atakiem na zjazd fanów Wojciecha Cejrowskiego w Kociewiu, uskarżając się na sposób ustosunkowania się tam do Żydów i personalnie atakując Cejrowskiego, Kąkolewskiego (za sposób przedstawienia źródeł prowokacji kieleckiej w 1946 roku) i Michalkiewicza.

W telewizji polskiej tępił przejawy polskiego "faszyzmu", tj. przywiązania do tradycji narodowych, wiary katolickiej, honoru


Rewelacje ZMP-owca Diatłowickiego...

Diatłowicki już na wstępie swojej bełkotliwej, zagmatwanej wypowiedzi stwierdził, iż zamierza: rzucić sprawę Jedwabnego na szersze tło. No i rzucił. Ogłosił mianowicie, że jest ona pochodną wrodzonego Polakom antysemityzmu, co potwierdzają "ojczyźniane" protesty wobec takich dzieł jak "Malowany ptak" Kosińskiego (grafomański, skrajnie obsceniczny i polakożerczy paszkwil, ukazujący Polaków z Kresów jako zwyrodnialców oraz filmu Lanzmana o holokauście (przedstawiającego żołnierzy polskich jako morderców Żydów), artykułu Błońskiego w "Tygodniku Powszechnym" (zarzucającego Polakom kompletną obojętność wobec getta, chociaż to Polacy pomagali Żydom wydostawać się stamtąd, dostarczali im żywność i broń, natomiast ich pobratymcy żydowscy i policjanci, przyjmowali od nieszczęsnych kosztowności, ale potem i tak wysyłali ich do obozów albo tworzyli słynne "trójki", wyszukujące Żydów, ukrywanych przez Polaków).

W karkołomnej gimnastyce werbalnej Diatłowicki zapędził się tak daleko, iż powiedział: Jak to już dzisiaj wiem na pewno, upowszechnił się stereotyp, którego uczyłem się bardzo długo i lata przeżyłem w przeświadczeniu, że cały naród bohatersko walczył z okupantem, a "tylko świnie siedzą w kinie" (niemieckim.), a Polacy ratowali Żydów. Teraz dowiaduje się, że Żydzi wysyłali Polaków na Wschód.

Ale to wszystko zbudowane zostało w całkowicie zakłamanym obrazie lat 1939-1945. Towarzyszu Diatłowicki! Tak długo uczyliście się w miejscu i otoczeniu, które upowszechniało polityczne kłamstwa i nawet dobrze kłamać się nie nauczyliście?! Tymczasem liczenie na amnezję słuchaczy bywa często zawodne. W jakiej to bowiem szkółce towarzysz (wówczas jeszcze fanatyczny ZMP-owiec) się uczył? Nie pamięta? No to warto przypomnieć - w 34 LO im. gen. Świerczewskiego (sowieckiego szpiega, którego jednostki mordowały żołnierzy AK i NSZ), przy ul. Parkowej w Warszawie. W szkole dla dzieci kacyków bezpieki, w głównej "kuźni kadr ubeckich". W szkole tej - jak wspomniał z sentymentem Diatłowicki w telewizji (1998 r.) - wisiała fotografia jakiegoś przystojnego pana i był to niejaki Radkiewicz. Dodajmy, że ten "przystojniak" - minister bezpieczeństwa publicznego żydowskiego pochodzenia podpisał w 1954 r. dopuszczalność stosowania konwejerów, tj. katowania więźniów bez przerwy 48 godzin przez 7 dni, oraz polecił tworzenie band terrorystycznych, upozorowanych na oddziały AK i NSZ, aby nastawiać ludność przeciwko nim. Takiej właśnie perfidii i "moralności" uczyła ta szkoła. Nauka padała na podatny grunt.

Większość uczniów z tej szkoły (Elżbieta Jędrychowska, Daniel Passent, Ochabówny, Marian Grinberg i inni.) wywodziła się z tej formacji, dla której ten nowy, komunistyczny ustrój był akceptowany znacznie bardziej niż potocznie. Można przypuszczać, że gdyby to nie była Warszawa tylko prowincja, zbrojne podziemie strzelałoby do naszych rodziców, a nie do innych (...). To była szkoła TPD, co m.in. oznaczało, że nie uczono w niej religii. Wśród kolegów było stosunkowo dużo tych, którzy przyjechali z ZSRR (na czele z Diatłowickim.) po szkołach radzieckich (dzieci politruków, enkawudzistów, ludzi Berii, niemal wyłącznie Żydów, których rodzice zmieniali nazwiska, aby tym skuteczniej, na rozkaz Stalina i Berii, wprowadzać w Polsce "ustrój wiecznej szczęśliwości".

I oni głęboko ubolewali, że Polska nie jest 17 republiką radziecką. Kolega mojego brata miał nad łóżkiem własnoręcznie zaprojektowany herb polskiej republiki rad. I w takiej to szkole, jak wyznał Diatłowicki, miał on się uczyć długo i uporczywie o (kwestionowanym przez niego obecnie) bohaterstwie warszawiaków, Szarych Szeregów, AK!

Towarzyszu Diatłowicki! W tamtych latach i w tamtej szkole uczono Was, jak widać skutecznie, jedynie nienawiści do wszystkiego, co polskie i narodowe. W tym samym czasie zaś polskie dzieci, harcerze, partyzanci, żołnierze AK, NSZ, WiN itp. niepodległościowych organizacji byli nieludzko torturowani przez katów UB - w większości Żydów - na Rakowieckiej, 11 Listopada, Cyryla i Metodego, we Wronkach, w Jaworznie. Aby zakwestionować stwierdzenie, iż Żydzi razem z Sowietami wysyłali Polaków do łagrów, co już dawno dowiedziono, Diatłowicki wyciągnął - jak królika z kapelusza - wujka, który strzelił do czerwonoarmiejca i za to jego rodzinę zesłano do Kazachstanu, ale rodzice nigdy nie mówili mu, że zesłali ich Żydzi. I z pewnością nie zrobili tego ani Żydzi, ani Sowieci, jeśli cała rodzina natychmiast po wojnie bez najmniejszych problemów przyjechała z Rosji do Polski i to do Warszawy, a nie na tzw. Ziemie Odzyskane, a Diatłowicki dostał się do szkoły dla synalków czerwonych bonzów.


Prowokacja redaktora Diatłowieckiego i tygodnika Focus !

W 2013 został odwołany prof. Jasiewicz z funkcji kierownika Zakładu Analiz Problemów Wschodnich w Instytucie Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk w związku z wywiadem udzielonym miesięcznikowi „Focus Historia który był prowokacją red. Diatłowickiego który to samowolnie wymyślił tytuł wywiadu - „Żydzi byli sami sobie winni?”.

To była celowa prowokacja. Red. Diatłowicki wypełnił zamówienie "lobby żydowskiego" na odgrzanie sprawy "polskiego antysemityzmu". Szczególnie boli tchórzostwo i głupota PAN, która z dniem 01.06.2013 roku zwolniła prof. Jasiewicza z funkcji kierownika Zakładu Analiz Problemów Wschodnich w w ISP PAN, właśnie za ten wywiad dla "Focus".

"Postanowiłem mówić o Żydach dokładnie takim samym językiem, jakim żydowscy historycy mówią o Polakach. (…) Traktuje się nas arogancko, oskarża o najstraszniejsze grzechy. Wmawia się nam, że nie tylko nie wolno nam protestować, ale jeszcze mamy za to dziękować i bić się w piersi. Nie zrobiłem więc niczego, czego Żydzi nie robiliby wobec nas” – zaznacza – prof. Jasiewicz

"Nigdy tego nie powiedziałem i nigdy tego nie napisałem. To wymysł redakcji, tytuł ["Żydzi byli sami sobie winni"] nadał magazyn "Focus Historia". Przypuszczam, że to dziennikarz przeprowadzający wywiad - Jerzy Diatłowicki.".

Z całej tej afery wynika jeden wniosek: Są dziennikarze i media z którymi należy unikać kontaktu - omijać szerokim łukiem. Należą do nich: Diatłowicki, Kuźniar, tygodnik "Focus", "Gazeta Wyborcza" oraz TVN.

Ojciec Jerzego Diatłowieckiego to - ppłk Tadeusz Diatłowicki, żydowski komunista, był naczelnikiem wydziału w krwawym, komunistycznym Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego – odpowiedzialnym za mordy na Polakach, zaś matka naczelnikiem wydziału w komunistycznym Ministerstwie Komunikacji."








Zaloguj się, by mieć dostęp do większej ilości opcji.
Użytkownicy on-line: